Kiedy Jasiek był malutki, mówiłam sobie, że nigdy się na niego nie zezłoszczę, czegokolwiek by nie zrobił. Jak można się złościć na takie maleństwo… Tylko że maleństwo rośnie i dość szybko  manifestuje własny charakter. Jak to jest, kiedy się złościmy… ?

Niewłaściwe reakcje

Jasiek zaczął sporadycznie mnie denerwować, kiedy poszedł do przedszkola. Nie codziennie, ale od czasu do czasu, prawdopodobnie jak każde dziecko. Głównie z powodu głupstw: bo nie chciał założyć butów, albo chciał się bawić, kiedy trzeba było wychodzić… Pewnego dnia, kiedy naprawdę wyprowadził mnie z równowagi, złapałam go gwałtownie za ramiona, chcąc przemówić mu do rozsądku i… dostrzegłam strach (wynikający ze stresu) w jego oczach. Od razu puściłam go i mocno przytuliłam do siebie. Przecież nie chcę, żeby się mnie bał! Reagując gniewem, tylko pogarszam jego stan. Powinnam dać mu przykład, a nie odpowiadać agresją!

Oczywiście, każdy może się zdenerwować. Potrzebujemy dać upust emocjom i jest to całkiem normalne. Lepiej, żeby wydostały się na zewnątrz niż dusiły w środku i zjadały nas od wewnątrz, negatywnie wpływając na samopoczucie. Tylko nasza metoda odreagowania nie zawsze jest najwłaściwsza.

Wspólny wysiłek

I od tego czasu, reaguję inaczej. To znaczy próbuję. Kiedy czuję, że nachodzi mnie złość, włączam pauzę. W zależności od natężenia, albo biorę głęboki oddech, albo wychodzę z pokoju. Mówię wtedy, że zaraz wrócę, tylko potrzebuję chwili, żeby się uspokoić. I to działa. Szczególnie, że coraz częściej Jasiek reaguje podobnie. Kiedy się denerwuje, składa ręce przed sobą i szybko wydmuchuje powietrze. Po kilku sekundach złość mu przechodzi. A mnie to rozczula, więc biorę go w ramiona. Kontakt między nami sprawia, że oboje czujemy się lepiej. (Jest to związane z wydzielaniem się w mózgu tzw. hormonu szczęścia: oksytocyny.) I od razu zapominamy o gniewie, złości, urazie. Na ogół jedno z nas przeprasza drugie, które przeprasza pierwsze, bo przecież najczęściej wina leży po obu stronach. Dlaczego? Dlatego, że tuż przed pojawieniem się złości, wydarzyło się w nas coś, co tę złość spowodowało. Któraś z naszych potrzeb nie została zaspokojona i dała o sobie znać emocją, prowokującą gniew. 

Obustronne wyjaśnienia

I co potem? Kiedy już się nie złościmy? Zanim zapomnimy, o co nam poszło, pytam się Jaśka, co tak wyprowadziło go z równowagi. A on wyjaśnia, że chciał coś zrobić, a ja mu to uniemożliwiłam. (Bardzo pomaga nam aktywne słuchanie.) Albo próbowałam narzucić mu zrobienie czegoś, czego nie chciał zrobić w danym momencie, bo w jego przekonaniu nie było to konieczne, albo odpowiednie w tamtej chwili. To pozwala mi zrozumieć, co się dzieje w jego głowie. Potem przedstawiam mu swój punkt widzenia. Na ogół kończy się na tym, że obiecujemy sobie, że następnym razem zadecydujemy razem. I oczywiście nie za każdym razem nam się to uda, ale przynajmniej próbujemy.

A jak u Was wyglądają awantury i napady złości? W jaki sposób udaje Wam się je zakończyć? Podzielcie się z nami Waszymi doświadczeniami:).