Czy wychowanie bez nagród ani bez kar jest możliwe? Jeśli spojrzę wstecz, na wychowanie, które sama otrzymałam, były w nim zarówno nagrody, jak i kary, ale stosunkowo niewiele. Może dlatego, że byłam grzeczną i posłuszną dziewczynką? (Po części dlatego, że tego ode mnie wymagano, ale wtedy jeszcze się nad tym nie zastanawiałam.) Mam jednak wrażenie, że nie potrzebowałam ich, żeby zachowywać się tak, jak pragnęli rodzice i nauczyciele. Ale co jeśli dziecko nie ma naturalnej skłonności do słuchania się dorosłych? Kiedy taki sześciolatek na wszystko ma swoje zdanie i nie znosi, żeby inni decydowali za niego? Oto nasze doświadczanie z wychowywaniem Jaśka bez nagród ani bez kar… czasem z lepszym, a czasem z gorszym rezultatem.

Nagradzanie dziecka  

Kiedyś też zadawałam sobie to pytanie. Co złego jest w tym, że sprawiamy dziecku przyjemność, jeśli coś dobrze zrobi? Kiedy mówimy o nagrodach, możemy mieć do czynienia z dwoma różnymi sytuacjami. Dajemy dziecku nagrodę za dobrze wykonaną czynność / zadanie / zachowanie, bez uprzedzania go o tym z góry. Oznacza to, że dziecko nie oczekuje w zamian wynagrodzenia. Nie robi więc tego dla nagrody, ale z innego powodu. (Może je o to poprosiliśmy? A może mu to sprawia przyjemność? Możliwości jest wiele.) Taka nagroda nie powinna przynieść ani dziecku, ani nam negatywnych efektów, no chyba, że dziecko przyzwyczai się do bycia nagradzanym… W drugiej sytuacji obiecujemy dziecku nagrodę za zrobienie czegoś, na czym nam zależy. I dziecko robi to, żeby ją otrzymać.   

Dlaczego unikamy nagród w zamian za zachowanie?

Nie chcę, żeby Jasiek robił poszczególne rzeczy w oczekiwaniu na nagrodę. Pragnę, żeby robił je, bo ktoś go poprosi, bo ma na to ochotę, bo wie, że jest to ważne, bo zgadza się z celem danej czynności. Albo po prostu, bo sprawia mu to przyjemność. Dlatego też staram się wzmocnić w nim znaczenie wynagrodzenia wewnętrznego, a osłabić zewnętrznego. Wten sposób Jasiek sam będzie w stanie się nagrodzić za „poprawne” (albo odpowiednie, z moralnego punktu widzenia, zachowanie). Dzięki temu będzie czerpał przyjemność z tego, co robi i robił to dla siebie, nie będąc zależnym od uznania i aprobaty innych osób. W praktyce przejawia się to w dumie, którą widzę w oczach Jaśka, kiedy dobrze wykona on ćwiczenia z matematyki, rysunek, czy ułoży puzzle.

Praktyczne wzmacnianie motywacji wewnętrznej

Na razie Jasiek potrzebuje jeszcze pomocy, żeby rozwinąć swoją motywację wewnętrzną. Pomagam mu więc poprzez pytania, które mają na celu uświadomić mu przyjemność, jaką odczuwa po skończeniu zadania i podczas wykonywania go. Kiedy pokazuje mi rysunek, pytam: „Czy Tobie się podoba? Najważniejsze, żeby Tobie się podobał.” „Mam wrażenie, że bardzo lubisz rysować.” „To musiała być dla Ciebie duża frajda…” „Jak się wtedy czułeś?” „A jak się czujesz teraz? Wydaje mi się, że jesteś z siebie dumny” (Co nie znaczy, że nie mówię, że i mnie rysunek się podoba. Najczęściej także opisuję to, co widzę, żeby Jasiek czuł, że interesuję się jego poczynaniami i tym, co jest dla niego ważne.)

Bardzo lubimy też świętowanie sukcesów, Jaśka, naszych, rodzinnych. Kiedy coś się komuś uda, nie ma nagrody, bo przecież sam sukces jest już nagrodą, ale wspólne uczczenie tego: przy pysznym cieście, posiłku, czy innym wyjątkowym wyjściu.

A co jeśli coś, o co prosimy Jaśka nie sprawia mu przyjemności, a nawet wprost przeciwnie, i kategorycznie odmawia zrobienia tego? Wtedy rozmawiamy. Każdy przedstawia swój punkt widzenia, swoje argumenty i wspólnie szukamy rozwiązania, żeby potrzeby każdego z nas zostały zaspokojone. (Na przykład podczas spotkań rodzinnych według konceptu Jane Nelsen.) A także tłumaczymy, słuchamy, tłumaczymy, słuchamy… mając nadzieję, że w ten sposób uda nam się przekazać Jaśkowi nasze wartości i punkt widzenia, który nam, jako rodzicom, wydaje się słuszny. Na szczęście Jasiek jest dość rozsądnych chłopcem (albo potrafi zachować się rozsądnie?) i jest w stanie zrozumieć nasze argumenty. Podobnie jak my jesteśmy w stanie zmienić zdanie.

Dlaczego bez kar i przede wszystkim, jak?

A teraz kary… Pisałam już o szkodliwości i nieskuteczności kar. A naszym codziennym życiu, pragnę, żeby Jasiek robił albo nie robił czegoś, dlatego że jest przekonany o słuszności takiego zachowania a nie ze strachu (przed karą albo czymkolwiek innym…). Bo kiedy zniknie perspektywa kary (nie będzie nas w pobliżu albo dorośnie…), pojawi się prawdopodobieństwo buntu. Buntu, którego celem będzie udowodnienie sobie (a może i nam?) tego, że jest dorosły i nie mamy już nad nim władzy… A przejawem buntu będzie robienie wszystkiego, co wcześniej podlegało karze.

Ponadto kara za „nieodpowiednie” (naszym zdaniem, z punktu widzenia dorosłego) zachowanie, tak naprawdę okazuje się podwójną karą… Karą w momencie danego zachowania (w postaci naszego gniewu, karcenia, niezadowolenia…) i karą w wyznaczonym momencie: pozbawieniem dziecka przyjemności albo narzuceniem mu czegoś.

 Jak unikamy kar?

Czym zastępujemy kary? Kiedy emocja opadną, bo wcześniej nie ma to sensu (gdyż dziecko działa pod wpływem dolnej części mózgu), rozmawiamy. Nie tylko o danej sytuacji, ale także o karach. Jasiek dobrze wie, że kary istnieją, słyszał też o rózgach i o tym, że niektórzy rodzice biją dzieci. Tłumaczymy, że nie chcemy, żeby się nas bał i dlatego nie karzemy go. Nie chcemy także, żeby robił coś ze strachu (albo czegoś nie robił), ale dlatego, że go o to prosimy. I wyjaśniamy, dlaczego dla nas jest to ważne w danej sytuacji. Jeżeli prawidłowo dobierzemy argumenty, jesteśmy w stanie przekonać Jaśka. Pod warunkiem oczywiście, że nie dzieje się to w momencie napadu złości. Kary okazują się więc niepotrzebne, bo do głosu dochodzi zdrowy rozsadek sześcioletniego chłopca. Ale przyznam, nasza taktyka wymaga czasu, dyspozycyjność i cierpliwość. Oraz otwartości zarówno naszej jak i Jaśka.

Bez nagród ani kar?

Na razie, uważam, że całkiem dobrze nam wychodzi wychowanie bez nagród ani kar. Kilka razy Jasiek pytał nas, dlaczego nie dostaje nagród… Ale dostaje przecież prezenty na wyjątkowe okazje! To go uspokoiło. Oczywiście przyszłość pokaże, jak potoczą się dalsze perypetie z Jaśkiem bez nagród ani kar. Ale przecież wychowanie to przygoda, więc jak by nie było, to będzie to ciekawe doświadczenie, przez które na pewno wyjdziemy zwycięsko. Bo grunt to zachować pozytywne spojrzenie na świat, prawda?

Co myślicie o systemie kar i nagród? Jak sobie z nim radzicie? A moze macie inne pomysły na wychowanie? Podzielcie się z nami Waszym doświadczeniem 🙂.