Kiedy dziecko przychodzi na świat, jest całkowicie zależne od rodziców. Ale z wiekiem ta zależność zaczyna przyjmować inną formę. Potrzeby dziecka zmieniają się, a przez to także i rola rodziców. Stopniowo rodzice zamiast „robić za” (ubierać, karmić, wybierać…), będą „robić z”, czyli towarzyszyć dziecku w wykonywanych czynnościach. Jednak poczucie odpowiedzialności i czas spędzony na opiekowaniu się maleństwem sprawiły, że przyzwyczailiśmy się do decydowania za nie. Jako rodzice pragnący dobra dziecka, jesteśmy przekonani, że wiemy lepiej, co jest dla niego odpowiednie. Dlatego tak często decydujemy za dziecko, nawet jeśli nie zawsze jest to niezbędne. Tylko czy naprawdę jest to takie ważne, żeby dziecko robiło to, co my chcemy? A może właśnie powinniśmy pozwolić mu decydować o sobie? Jeśli tak, to dlaczego? I w jakim zakresie?

Dla przypomnienia: decydowanie o sobie jest ważnym krokiem do samodzielności, jednych z celów metody Montessori.

Sprzeciw wobec decyzji dorosłych

Prawie w każdym wieku dzieci wyrażają opozycję wobec tego, o co rodzice je proszą. Dziecko daje nam do zrozumienia, że nie chce tego robić poprzez płacz, krzyk, „nie” albo obrażanie się. Rodzice nazywają te zachowania kaprysami, czy okresami buntu. Reagują na nie na ogół stanowczo, zmuszając dziecko do posłuszeństwa. Wynikają z tego powodu liczne konflikty, także z błahych przyczyn, kiedy dziecko chce zadecydować co będzie jadło, co założy, kiedy coś zrobi…

Konstruowanie własnej tożsamości

Tymczasem zachowanie dziecka nie wynika z kaprysów, ale z potrzeby decydowania o sobie. Bardzo lubię następującą analizę Isabelle Filliozat „Za tym, co rodzice nazywają „kaprysem”, za dziwnym albo nieodpowiednim zachowaniem, poszukajmy emocji, poszukajmy potrzeby. Dziecko próbuje coś nam powiedzieć. Kaprysy są wynalazkami rodziców. Pojawiają się, gdy rodzice zaczynają postrzegać relacje z dziećmi, jako walkę o władzę.” Decydowanie, czyli dokonywanie wyborów jest ważnym elementem w rozwoju dziecka, niezbędnym w konstruowaniu się jego tożsamości i osobowości. (Zapraszam także do lektury artykułu “A jeśli kaprysy nie istnieją?)

Dziecko dokonuje wyboru, słuchając siebie samego i podążając za własnymi pragnieniami. W ten sposób zaznacza swoją odrębność w stosunku do drugiej osoby, w naszym wypadku do rodzica. Mogąc decydować o sobie, nabiera przekonania, że jego uczucia liczą się i że ma do nich prawo. Jest to więc swego rodzaju przyzwolenie na bycie tym, kim jest. Nie musi zależeć od kogoś innego, jest wolne w swoich upodobaniach, myślach, uczuciach, emocjach.

Tłumienie własnego „ja”

A jeśli nie? Jeśli dziecko nie może wybierać, czyli decydować, jego „ja” podlega tłumieniu. Zachowuje się wtedy według pragnień innych osób. Odnosi wrażenie, że jego potrzeby czy uczucia nie są ważne, że opinie i pragnienia innych osób mają większe znaczenie od jego. Traci poczucie własnej wartości, bo nabiera przekonania, że inni wiedzą wszystko lepiej od niego (w tym także co jest dla niego dobre). Przestaje wyrażać własne uczucia i emiche i uczy się tłumić  je w sobie. Z czasem przyzwyczaja się do podporządkowywania się innym osobom.

Dlatego też ważne jest, żeby dziecko mogło o sobie decydować. Powoli, zaczynając od małych spraw, które pomogą mu nauczyć się dokonywać wyborów. O tym, w co się ubierze, jaką książkę rodzic mu poczyta, w co będzie z nim grał. Jak to się odbywa na co dzień? Zapraszam do artykułu „Wspólne decydowanie“, w którym dzielę się z Wami naszymi doświadczeniami na ten temat.

O czym decydują w domu Wasze dzieci? Czy zauważyliście, że dzięki temu stają się bardziej samodzielne i wierzą we własną wartość? Jeśli macie ochotę podzielić się Waszymi doświadczeniami albo refleksjami na temat decydowania w rodzinie, to serdecznie Was do tego zapraszam.