Każdy rodzic miał już kiedyś do czynienia z zachowaniem potocznie nazywanym kaprysem. Kiedy dziecko zaczyna nagle zachowywać się w sposób, którego nie potrafimy wyjaśnić, jakby podążało za jakimś nieznanym i nieoczekiwanym impulsem… Bez zastanowienia, określa się to mianem kaprysu, który nie ma racji bytu. „To zwykły kaprys, dziecko po prostu chce postawić na swoim.” Tylko czy naprawdę?

 Czym jest kaprys?

Według definicji, kaprys jest chwilową zachcianką, fanaberią, nieprzewidywalną zmianą zachowania. Kiedy na przykład robimy zakupy, a dziecko koniecznie i niezwłocznie chce cukierki, loda, czy kolejną zabawkę. W dodatku widzi ono, że rodzic jest zajęty i wcale nie przechadza się po sklepie dla przyjemności, ale próbuje jak najszybciej uporać się z zakupami, żeby wrócić do domu. A ono wybrało właśnie ten moment, żeby przypomnieć o swojej obecności, i to w najgorszy możliwy sposób.

Przekonanie o robieniu nam na złość

W takich sytuacjach często mamy wrażenie, że dzieci po prostu robią nam na złość. Rzucają nam swego rodzaju wyzwanie, chcą nas sprawdzić, zaznaczyć swoją obecność. Pokazać, kto jest najważniejszy. A jeśli nie…? Tylko że samo myślenie w ten sposób uniemożliwia nam inną analizę sytuacji. Mamy wrażenie, że, chcąc, nie chcąc, bierzemy udział w konflikcie, z którego tylko jedna strona może wyjść zwycięsko. I oczywiście, nie ma mowy, żebyśmy przegrali, my rodzice. To przekonanie sprawia, że jakikolwiek dialog z dzieckiem okazuje się niemożliwy.

Z punktu widzenia potrzeb dziecka

Podejście Adlera i Dreikursa podkreśla, że każde zachowanie ma swoją przyczynę. Człowiek nieustannie stara się zaspokoić własne potrzeby. Dziecko, poprzez swoje postępowanie, próbuje coś nam powiedzieć. Jeśli zachowanie jest logiczne i zrozumiałe, z łatwością odczytujemy, co ma na myśli.

Jeśli natomiast odbiega ono od znanego nam schematu, to na pewno musi to być jakaś fanaberia, którą nie należy się przejmować. Dlaczego? Bo tak jest łatwiej? Nie mamy czasu? Albo po prostu nie wiemy…? Ale jeśli każde zachowanie ma swoją przyczynę, jeśli dowiemy się, o co chodzi, nie tylko zrozumiemy, co dziecko przeżywa, ale także będziemy mieć większe szanse na wyeliminowanie tej przyczyny.

Wysłuchanie dziecka

Spróbujmy zadać sobie pytanie, co się dzieje. Dlaczego ta reakcja? Jaka może być jej przyczyna? Wracając do naszego przykładu ze sklepem, na ogół wynika ona z obecności zbyt wielu bodźców, które stymulują dziecko. Wszystko w około rozprasza jego uwagę, pobudza jego zmysły (odgłosy, obrazy, zapachy…) i wyprowadza z równowagi. Im bardziej dziecko jest zmęczone, tym bardziej jego rozdrażnienie jest większe. I reakcje trudniejsze do opanowania. Czy jest to kaprys? Raczej wynik trudnej do opanowania reakcji na niewygodną sytuację. W takich wypadkach warto też wysłuchać, co dziecko ma nam do powiedzenia. Jak się czuje? Co się dzieje w jego głowie? Skąd ta reakcja? Nawet jeśli nie jest w stanie wszystkiego nam przekazać, sam fakt, że interesujemy się tym, co przeżywa, pomoże mu dojść do siebie. Nie ma też nic lepszego niż przytulenie dziecka, które samo nie może sobie poradzić z emocjami. Czując naszą bliskość, łatwiej się uspokoi.

 Zapomnijmy o kaprysach

Według psychologów, do czwartego roku życia dziecko nie jest w stanie sprawdzać, czy rzucać rodzicom wyzwania, bo intelektualnie jeszcze do tego nie dorosło. Zapomnijmy więc o kaprysach, a skupmy się na jego przeżyciach. Bardzo lubię następującą analizę Isabelle Filliozat „Za tym, co rodzice nazywają „kaprysem”, za dziwnym albo nieodpowiednim zachowaniem, poszukajmy emocji, poszukajmy potrzeby. Dziecko próbuje coś nam powiedzieć. Kaprysy są wynalazkami rodziców. Pojawiają się, gdy rodzice zaczynają postrzegać relacje z dziećmi jako walkę o władzę.” Wszystko zostało powiedziane.

A co Wy o tym myślicie? Jakie jest Wasze doświadczenie z „kaprysami” dziećmi? Podzielcie się nimi z nami:).