Pozytywne spojrzenie na świat? Aktualna pandemia (ale nie tylko), siedzenie w domu, brak możliwości wyjazdu do Rodziny, czy spotkania z przyjaciółmi, odwołane spektakle, szkoła w domu, większe i mniejsze frustracje… a także wiele niepomyślnych wiadomości z kraju i ze świata. Ale ja wciąż wierzę, że będzie lepiej. I dobrze mi to robi. Nie chcę wyobrażać sobie żadnych ponurych scenariuszy, które mogą się sprawdzić, ale wcale nie muszą. Niektórym taki stosunek wyda się naiwnością, ja widzę to raczej jako otwartość i oczekiwanie bez uprzedzeń. Pozytywne spojrzenie na świat, na życie, na ludzi, na jutro. Nie tylko dla mnie samej, ale i dla moich bliskich. Może i Was uda mi się do niego przekonać?

Szklanka do połowy pełna czy pusta?

Próbuję zachować wizję szklanki do połowy pełnej. Bo tak jest łatwiej. Uważam, że pełna szklanka daje więcej możliwości. Ktoś może powiedzieć, że pusta szklanka motywuje do działania. I tak, i nie. Ale pociąga za sobą także ryzyko poddania się beznadziei i rezygnacji. Kiedy spadnie się nisko, trudniej jest się podnieść. Dlatego wolę startować z wysoka, zachować optymizm i pozytywne spojrzenie na świat.

Nikogo nie zaskoczę, mówiąc, że pozytywna energia, nasz punkt widzenia i stosunek do otaczającego nas świata kształtują naszą rzeczywistość. Mam na myśli nie tylko pozytywne energie, które się wzajemnie przyciągają, dzięki oddziałującym między sobą polom magnetycznym. Myślę także, a może przede wszystkim, o indywidualnym spojrzeniu, dzięki któremu intepretujemy spotykające nas doświadczenia. Jeśli upatrujemy się w nich negatywnych intencji, nasze myśli nasiąkają pesymizmem, co wpływa na nasze samopoczucie. Jeśli szukamy w nich dobra, nasz nastój poprawia się i od razu czujemy się lepiej. Podobnie jest z przebywaniem z życzliwymi albo agresywnymi osobami. Pod wpływem tych kontaktów tworzą się w mózgu nowe połączenia, bardziej lub mniej pozytywne (odkrycia neuronauki). W myśl tego, że stanowimy sumę naszych spotkań z innymi osobami.

Pollyanna, lekcja wyniesiona z dzieciństwa

Zawsze powtarzam sobie, że tak wiele mamy. Tak wiele mamy i istnieje tyle powodów do zadowolenia i do wdzięczności. Tę naukę przekazała mi przyjaciółka z dzieciństwa, Pollyanna (autorstwa Eleanor H. Porter). Pollyanna we wszystkim upatruje się pozytywnych aspektów, nawet kiedy jest sama, biedna, niekochana. Znajduje powody do radości, patrząc na odbicie kolorowych szybek na ścianie. Jak tańczą i mrugają różnymi barwami. Takie nic, ale dla niej to bardzo wiele. Teraz ją rozumiem, kiedy patrzę na kwitnące forsycje w naszym ogrodzie albo na słoneczne niebo. Kiedy ludzie z okien klaszczą, żeby podziękować lekarzom i pielęgniarkom. Albo gdy możemy oglądać wspaniałe spektakle z polskich, brytyjskich czy francuskich (zapewne także i innych) teatrów przez Internet. I jakby nie było, nokturny Chopina i smak czekolady wciąż są takie same.

Pozytywne spojrzenie na świat, przesłanie dla syna

Bardzo ważne wydaje mi się, żeby to pozytywne spojrzenie na świat znalazło swoje miejsce w wychowaniu, które oferuję synkowi. Czy można zarazić kogoś pozytywnym stosunkiem do życia? Pewnie, że można, za sprawą cytowanych wcześniej połączeń w mózgu. Tym bardziej, że dzieci przecież są jak gąbki i wchłaniają wszystko, co je otacza. Czasami jednak opadają mi ręce, kiedy Jasiek „zakłada czarne okulary”. „Na pewno nie zechcesz” – mówi, kiedy proponuje mi, żebym w coś z nim zagrała. Albo „na pewno się nie zgodzisz…”. „No skoro tak myślisz, to chyba masz rację, ale może gdybyś myślał inaczej, to wtedy…?” – odpowiadam. – „Może spróbujesz…?” – proponuję mu. I oczywiście się zgadzam, bo na ogół nie są to żadne wygórowane prośby. Tłumaczę także, że byłoby mu przyjemniej, gdyby założył różowy filtr, przez który będzie patrzył na świat. No może nie różowy, bo to nie jest Jaśka ulubiony kolor, ale na przykład żółty? Jako że Jasiek jest bardzo wesołym chłopcem, moje namowy trafiają na podatny grunt. Czy zaowocują w przyszłości? Zobaczymy, ale mam (pozytywną) nadzieję, że tak.

Nie unieszczęśliwiajmy się!

No więc, co potem? Kiedy (nie „jeśli”, tylko „kiedy”) to minie? Będzie dobrze, będzie inaczej, ale inaczej, nie znaczy gorzej. To my decydujemy, jak będzie. Jeśli uznamy, że będzie lepiej, to tak się stanie. Jeśli wybierzemy, że rzeczywistość jest gorsza i że nam nie odpowiada, to właśnie w taką się przeobrazi. Bo określając, że nam nie odpowiada, bezwiednie wyrażamy wobec niej sprzeciw. Nie zgadzamy się na zaakceptowanie jej takiej, jaka jest. Nasza wewnętrzna niezgoda sprawia, że jest nam z nią źle, bo nie może nam być dobrze, skoro jej nie akceptujemy. To takie błędne koło. I całkowicie niepotrzebne. Na co zdać się może brak akceptacji czegoś, na co i tak nie mamy wpływu? Jedynie na zamartwianie się i zatruwanie sobie życia. A tego nie chcę ani dla siebie, ani dla moich bliskich. Pragnę optymizmu, nadziei, inicjatywy, kreatywności, szukania sensu, a jeśli będzie trzeba to rezyliencji. Bo tylko tak możemy posuwać się do przodu i pozostać panami własnego życia.

PS Oczywiście, buntujmy się, jeśli możemy coś zmienić, bo dzięki temu przyczyniamy się do postępu, rozwoju, innowacji. Bądźmy konstruktywni. I nigdy pesymistyczni, ani negatywni czy dołujący. Krótko mówiąc, zachowajmy pozytywne spojrzenie na świat.

A w jaki sposób Wy patrzycie na świat? Jakie pozytywne elementy Wam to przynosi?  Podzielcie się z nami Waszymi przemyśleniami na ten temat.