Chciałabym Wam opowiedzieć, jak kilka dni temu uniknęliśmy awantury w sklepie. W tym roku wybraliśmy się na wakacje do Słowenii. Dużą atrakcją dla Jaśka było zwiedzanie zamków. Jeden z jego ulubionych to Predjamski Grad, niesamowita średniowieczna budowla wmurowana w skałę. Kiedy weszliśmy do Sali rycerskiej, okazało się, że znajduje się w niej sklepik z pamiątkami. Każdy rodzic dobrze wie: sklep + dziecko = prośba o kupienie czegoś. Odmowa rodziców = płacz. Co robić? Na szczęście miałam w zanadrzu pewien fortel, którego skuteczność po raz kolejny mogłam wypróbować. Dzięki niemu uniknęliśmy awantury w sklepie. A było już tak blisko, że nawet czułam ją w powietrzu. Jednak nam się udało.

 Ochota na rycerski miecz

Po raz pierwszy spotkałam się, żeby sklep znajdował się w tym samym pomieszczeniu, co obiekty do oglądania. Z jednej strony sali były poustawiane eksponaty (zbroje, miecze, włócznie…), a z drugiej drewniane miecze i tarcze, figurki rycerzy, magnesy z widokiem zamku… Oczywiście, jak każde dziecko, Jasiek od razu zauważył proponowane zabawki i aż oczy mu od nich zabłyszczały. Upatrzył sobie miecz w plastikowej pochwie, który koniecznie trzeba było mu kupić. „O nie” – pomyślałam – „przyjemna wizyta w zamku za chwilę skończy się płaczem. Trzeba coś wymyśleć, zanim będzie za późno i Jasiek na tyle się zezłości, że nie będzie już odwrotu.”

Co by było, gdyby…

Zaczęłam od najbanalniejszej strategii sprowadzającej się do obiektywnej przyczyny odmowy. Spróbowałam przekonać Jaśka, że miecz jest za duży, żeby zmieścił się do walizki i że nie uda nam się zabrać go do domu. Szczególnie, że w walizce nie zostało już dużo miejsca. Niestety to Jaśka wcale nie przekonało. Dalej nalegał i nawet zagroził, że nie wyjdzie ze sklepu, jeśli mu go nie kupimy.

Postanowiłam zmienić taktykę. Zaproponowałam mu, żeby dopisał „upragniony” miecz do listy na swoje urodziny. (Od kilku tygodni Jasiek opowiada nam, co by chciał na urodziny. Za każdym razem „dopisuje” nowe rzeczy to do tej wirtualnej listy.) Nieufnie spojrzał na mnie, a ja ciągnęłam, że taki miecz to bardzo fajna rzecz, bo można bawić się nim na różne sposoby. No właśnie, na jakie? I tu wyobraźnia Jaśka zaczęła działać. Można organizować pojedynki, albo walczyć ze stworami w lesie, albo… A gdyby były dwa miecze, to jeszcze lepiej, bo mógłby bawić się z kolegą. Staliby się na przykład rycerzami, którzy bronią zamku. Poprosiłam go, żeby opisał mi, jak ci rycerze, byliby ubrani. Czy jeździliby na koniu? Jaką broń mieliby oprócz miecza? Kto atakowałby zamek? Tak wyobrażając sobie całą historię, pomału opuściliśmy sklep, udając się do innej komnaty. Opowiadania ciągnęło się jeszcze przez chwilę i skończyło się na legendzie o Smoku Wawelskim. W następnym pomieszczeniu Jasiek zainteresował się kratą w ścianie, za którą trzymano w zamku psy myśliwskie. O mieczu nie było więcej mowy.

Skuteczność obranej taktyki

Dlaczego wybrana taktyka poskutkowała i pozwoliła uniknąć awantury w sklepie? Bo Jasiek, mimo woli, przestał myśleć tylko i wyłączenie o mieczu, ale skupił się na czymś innym. Najpierw na liście urodzinowej, a następnie na zabawie w rycerza i historii, która ta za sobą pociągnęła. Jednocześnie nie zrezygnował on z perspektywy posiadania miecza. Obietnica, że może poprosić o niego na urodziny, jeśli wciąż będzie miał na to ochotę, podziałała. Proponując mu rozmowę o czymś, co go interesuje (rycerze i bitwy),  zachęciłam jego wyobraźnię do wysiłku, na którym sie skupił. Pomału oddaliliśmy się od tematu miecza i samego zakupu. I awantury w sklepie nie było.

Obustronne zwycięstwo

Polecam tę metodę: odłożenie zakupu na później w ramach jakiejś okazji i wyobrażenie sobie, co by się stało, gdyby zakup miał miejsce. Przynosi ona kilka korzyści. Z jednej strony pozwala uniknąć awantury w sklepie, a z drugiej zawiera w sobie odmowę i nie zmusza rodzica do uległości wobec nalegań dziecka. W tym samym czasie pozostawia ona otwarte drzwi dla dziecka, które samo potem zadecyduje, o co poprosi na urodziny. Dzięki temu łatwiej przechodzi nad swoją ochotą do porządku dziennego. W naszym wypadku ta taktyka okazuje się skuteczna. W ten sposób oboje z Jaśkiem wychodzimy zwycięsko z delikatnej i potencjalnie wybuchowej sytuacji. Z poczuciem zadowolenia i spędzając miły moment, wyobrażając sobie fantastyczne historie. Zwłaszcza, że oboje bardzo lubimy wymyślać najróżniejsze bajki i opowieści.

A w jaki sposób Wy radzicie sobie, kiedy, podczas zakupów, dzieci proszą Was o kupienie im czegoś, czego wcale nie zamierzaliście im kupić? Czy jesteście nieugięci, czy w niektórych sytuacjach akceptujecie prośby dzieci? Czy zdarza się, że dzieci zaczynają płakać, żeby coś dostać? I co wtedy?