„Posłuszne dziecko” jest dla wielu rodziców komplementem. Może dlatego, że mają wrażenie, że dobrze swoje dziecko wychowali? Oprócz tego, że „posłuszne” jest niebezpieczną etykietką, na które jestem uczulona, za nic nie chciałabym, że mój syn odpowiadał temu opisowi. Mimo, że czasem byłoby mi dużo łatwiej i wygodniej. Nie, nie chcę, żeby Jasiek był posłuszny. Wprost przeciwnie. Dlaczego? Bo chcę, żeby był sobą. Jak to „sobą”? Zaraz Wam wyjaśnię

Posłuszne dziecko

Na czym polega posłuszeństwo? Na robieniu tego, czego ktoś inny ode mnie oczekuje, nawet jeśli mi się to nie podoba. Dotyczy to zarówno dzieci, jak i dorosłych. Wykonywanie poleceń bez słowa, bez sprzeciwu, bo taka jest nasza rola: dziecka, członka rodziny, pracownika… Kiedy chodzi o dzieci, posłuszeństwo jest na ogół chwalone: dobre i posłuszne, bezproblemowe, nie sprawia trudności wychowawczych… Słysząc to, dziecko uczy się, że tak właśnie powinno się zachowywać, jeśli pragnie zachować względy rodziców i innych dorosłych. A właśnie przecież tego pragnie: akceptacji i miłości. Zdaje się więc na rodzica, neguje własne zdanie i potrzeby, wychodząc z założenia, że dorosły wie lepiej? A może jest mu po prostu wszystko jedno? Albo nie wie, że ma prawo do własnego zdania, bo nie miało możliwości doświadczenia tego, że ktoś się z nim liczy? I nigdy nie zadało sobie pytania, co lubi, co mu się podoba, na co ma ochotę?

A co potem? Posłuszne dziecko stanie się posłusznym dorosłym. Posłuszny dorosły będzie bez sprzeciwu wykonywał polecenia, w pracy, w domu… zupełnie jak wcześniej. Podatny na manipulację, nie rozwinie swojej kreatywności ani oryginalności w stosunku do innych. I będzie miał nieprzyjemne wrażenie, że żyje nie swoje, ale czyjeś życie i realizuje obce pragnienia.

Niestety posłuszeństwo uważane jest w wielu kulturach za zaletę. Pozwala ono kontrolować jej członków i tym samym „ułatwia” funkcjonowanie społeczeństwa oraz grup, w tym także i rodzin.

Bomba zegarowa

Albo wprost przeciwnie. Jeżeli posłuszne dziecko jest posłuszne wbrew swojej woli, żeby przypodobać się rodzicom, albo pod wpływem strachu, kiedyś się przeciw temu zbuntuje. Bo niewyrażone emocje i pragnienia pociągają są sobą ukryte frustracje, poczucie winy, żal, resentyment, a także brak zaufania do rodziców i brak wiary we własną wartość.Tłumienie własnej osobowości i własnych emocji ma negatywne konsekwencje, zarówno na krótką metę, jak i na przyszłość. Bardzo prawdopodobne, że któregoś dnia wybuchną one ze wzmożoną siłą, pod postacią buntu i gwałtownego odrzucenia narzuconych zasad, czasem nawet bliskich osób.

Podążanie za własnymi pragnieniami

Pragnę, żeby mój syn miał świadomość swoich pragnień, przyjemności, wartości i konsekwentnie za nimi podążał. Oczywiście nie krzywdząc nikogo po drodze. Pragnę, żeby wyznaczał sobie coraz to nowe cele, dzięki którym będzie się realizował. Żeby te cele były zgodne z jego wartościami i pragnieniami. Nie chcę, żeby robił to, czego inni od niego oczekują, jeśli się z tym nie zgadza. Wolę, żeby żył dla siebie, a nie dla innych. I był szczęśliwy. Taki właśnie przykład próbuję mu dać, podejmując decyzje, które wydają mi się słuszne, a z którymi nie wszyscy się zgadzają. I mimo krytyki, uczę go, żeby iść przed siebie. Bo nikt inny nie jest nim, tak jak nikt inny nie jest mną.

Zmysł krytyczny

Chcę, żeby Jasiek umiał powiedzieć „nie”. (Na razie nie ma z tym problemu, z czego jestem dumna.) Żeby nie ulegał presji. Wyrażał sprzeciw, jeśli ma taką potrzebę. Bo czegoś nie lubi, bo nie ma na coś ochoty, bo coś wydaje mu się niewłaściwe. Bo przecież w ostatecznym rozrachunku będzie odpowiedzialny tylko przed sobą. Próbuję rozwinąć w nim zmysł krytyczny i poczucie odpowiedzialności za swoje zachowanie. Wierzę, że dzięki takim postawom można by uniknąć na świecie wiele zła. Ktoś napisał, że dużo więcej zbrodni zostało popełnione z powodu posłuszeństwa niż z powodu buntu. Myślę tu o przyzwoleniu i o przymknięciu oczu. Nie tylko zresztą w odniesieniu do narodów, ale także do rodzin (wykorzystywanie słabszych….). Albo dlatego, że ktoś nie był zdolny do protestu, bo go nie nauczono, że ma do niego prawo.

Wolne dziecko

Człowiek powinien rodzić się wolny. Piszę „powinien”, bo mimo, że wolność jest wartością uniwersalną i dotyczy także dzieci, nie wszędzie jest ona uznana. Nie znaczy to wcale, że każdy ma prawo do wszystkiego. Nie jestem zwolenniczką wychowania bez ograniczeń, ale wychowania demokratycznego (pozytywnego). „Wolność człowieka kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka” pisał Alexis de Tocqueville, analityk demokracji. Czyż nie jest to wspaniałe credo, które możemy przekazać naszym dzieciom?

A jakie jest Wasze zdanie na ten temat? Posłuszne dziecko czy raczej nieposłuszne? Czego oczekujecie od dzieci? Jeżeli mielibyście ochotę podzielić się z nami Waszymi refleksjami, serdecznie Was do tego zapraszam, poniżej w komentarzach artykułu