Komu z nas nigdy nie zdarzyło się zganić dziecko (może także innego dorosłego? W domu? W pracy? Wśród znajomych? Na ulicy?) za nieodpowiednie zachowanie? Świadomie, albo nie, zranić jego uczucia? Na własnym przykładzie, na pewno doświadczyliśmy faktu, że krytyka może być bolesna. Szczególnie wtedy, kiedy jest ona wymierzona w osobę, a nie w jej postępowanie. A nawet jeśli dotyczy zachowania, nie zawsze łatwo przejść nad nią do porządku dziennego. Tym bardziej w wypadku dziecka, którego poczucie własnej wartości wciąż się jeszcze kształtuje. (W dodatku pokusa używania etykietek jest silna, mogą utwierdzić one dziecko w przekonaniu, które, za sprawą naszej perswazji, stanie się prawdą.) W jaki sposób nakłonić dziecko (i nie tylko, bo te metody “działają” także na dorosłych) do zmiany zachowania? Jakich zabiegów stosować zamiast krytyki? Na szczęście istnieje kilka sposobów na wyrażanie dezaprobaty, do wyboru według osoby i sytuacji.

Zamiast krytyki

Wyobraźmy sobie, że nasze dziecko po raz pierwszy samo się ubrało. Niestety założyło koszulkę na lewą stronę, majtki tył na przód i skarpetki nie do pary. Mam ochotę je pochwalić za samodzielność i inicjatywę. Jednocześnie widzę, że potrzebuje mojej pomocy, żeby właściwie dobrać i włożyć ubranie. Co robić? Najpierw pozytywować. Zacznę do tego, co mu się udało. Pochwalę za dobrze zapięte spodnie i wybór koszulki dostosowanej do pogody. I że nie zapomniało o skarpetkach, bo w tenisówkach lepiej nosić skarpetki. Następnie, zamiast krytyki, co dziecko zrobiło nie tak, jak trzeba, skupię się na tym, jak zrobi to następnym razem. Zaproponuję mu, że dobrze się przyjrzało rysunkowi na koszulce i kolorom skarpetek. Jeśli pokażę dziecku, jak poprawić sposób ubierania się, samo przebierze się, zrozumiawszy swój błąd. Jednocześnie poczuje dumę, że doceniłam jego wysiłek i wierzymy, że następnym razem ubierze się tak, jak trzeba.

Znaczenie formy

Niektóre mniej przyjemne obserwacje są lepiej odbierane, jeśli powiem je w lekkim, żartobliwym tonie. Zamiast krytyki wobec nierównego pisma dziecka, zapytam, czy ostatnie wypracowanie napisało w pędzącym samochodzie. Albo od kiedy jego biurko ma garby. Rozładowanie napięcia śmiechem pomoże zaakceptować uwagę skuteczniej niż jeśli powiedzielibyśmy to z nutą wyrzutu w głosie.

Innym ważnym zabiegiem (nie tylko stylistycznym) jest używanie zaimka „ja” a nie „ty”. Kiedy dziecko hałasuje, powiem mu „Od twojego krzyku boli mnie głowa”, a nie „Przestań krzyczeć”. Podkreślam skutek jego zachowania na moim samopoczuciu, dając tym samym powód do zmienienia go. Podobnie „Zrobiło mi się smutno, kiedy nie chciałeś wpuścić mnie do pokoju”, zamiast „Znowu nie chciałeś ze mną rozmawiać”. Kiedy mówię o zachowaniu dziecka, przypominam fakty, a nie interpretuję intencje dziecka.

 Nasz wspólny cel: następnym razem będzie lepiej

W jakim celu zwracam dziecku uwagę, kiedy nieodpowiednio się zachowuje? Żeby następnym razem zachowało się “lepiej” (tak jak tego od niego oczekuję). Skutecznym sposobem przygotowania „lepszego jutra” jest skupienie się na rozwiązaniu zaistniałego problemu. Płacz nad rozlanym mlekiem na niewiele się przyda, jeśli nie wyniknie z niego alternatywa do tego, co się wydarzyło. Dlatego zamiast „Mówiłam ci, żebyś nie napełniał szklanki po brzegi”, powiem „A gdybyś następnym razem nalał mniej, a kiedy wypijesz, dolejesz sobie?” Dziecko od razu zrozumie, że zależy mi, żeby następnym razem uniknąć problemu, a nie na besztaniu go za niedociągnięcia. Zaistniała sytuacja jest bowiem przyjemna ani dla niego, ani dla mnie.

Czasami także, w zależności od kontekstu, nie muszę niczego mówić, żeby dziecko zdało sobie sprawy z tego, co należy poprawić. Na przykład, jeśli jest zimno, a ono nie chce założyć rękawiczek (co samo w sobie nie stanowi zagrożenia dla jego zdrowia). W najgorszym wypadku dziecko zmarznie, ale dzięki temu następnym razem założy odpowiednie do pogody ubranie. W ten sposób samo zobaczy skutki swojego zachowania i wyciągnie z nich wnioski.

Uczenie się na błędach

Zamiast krytyki? Życzliwe nastawienie do błędów dziecka. Dziecko potrzebuje od rodziców konstruktywnych reakcji, a nie nagany i pokazywania mu, czego nie robi, jak należy. Przecież właśnie na błędach uczymy się najlepiej. A moją rolą, jako rodzica, jest towarzyszenie dziecku i ułatwianie mu, w miarę możliwości, wyciągania z nich wniosków. Jeśli pragnę mu pomóc, zachęcam go raczej do nowych wysiłków, zamiast obniżać jego poczucie własnej wartości nieprzyjemną krytyką.

Oczywiście jest to teoria, bo z praktyką czasami bywa gorzej. Szczególnie, kiedy spieszymy się… A jakie są Wasze sposoby na unikanie krytyki? Opowiedzcie nam o nich:).