Ostatnio, po kolejnych zachętach, namowach, prośbach, pertraktacjach i sama już nie wiem, jak to nazwać, żeby Jasiek posprzątał swój pokój, załamałam ręce. (Właściwie „posprzątał” to jest za wiele powiedziane. Chciałam jedynie, żeby zebrał z podłogi część leżących na niej zabawek:).)  Dopiero po jakichś dwudziestu minutach udało mi się osiągnąć mój cel, ale ile mnie to kosztowało. Na pewno znacie to z własnego doświadczenia. Dziecko nie chce sprzątać i już. I jakichkolwiek argumentów by się nie użyło i tak na niewiele się to zda. Musi być na to jakiś sposób, na wszystko przecież są dzisiaj sposoby (no prawie…). Pogrzebałam więc w książkach, żeby znaleźć satysfakcjonującą mnie odpowiedź na to prozaiczne pytanie: dlaczego dziecko nie chce sprzątać? (Nie żebym myślała, że prosząc Jaśka o sprzątanie, sprawię mu tym frajdę, jakbym właśnie oznajmiała, że Święty Mikołaj właśnie wylądował na dachu, ale mimo wszystko. Nie prosiłam go przecież, żeby przegryzł dżdżownicę.) I oto, czego się dowiedziałam.

 Swój własny kąt

Każdy powinien posiadać swój własny kąt. W tym także i dziecko. Jeśli nie jest to jego własny pokój, bo dzieli go z rodzeństwem, wystarczy jego część, urządzona tak, żeby było mu tam dobrze. Jest to dla dziecka rodzaj schronienia, w którym ma ono poczucie bezpieczeństwa. Czuje się bezpiecznie, bo jest u siebie, a nie dlatego, że rodzice mu to gwarantują. Wprost przeciwnie, chodzi o jego własny świat, z dala od zakazów i spojrzenia rodziców. Tam dziecko może puścić wodze wyobraźni, schronić się, kiedy jest mu smutno, albo kiedy po prostu potrzebuje być samo. Bardzo ważna jest świadomość, że jest to tylko jego miejsce i nikt nie ma prawa ani go stąd wygonić, ani zbytnio w nie ingerować. 

No dobrze, Jasiek ma swój pokój. Ma chłopak szczęście, bo ja w jego wieku to o własnym pokoju mogłam jedynie marzyć. Mieliśmy jeden (duży) pokój (który Jasiek nazywa dzisiaj salonem:) ) dla czterech osób. Cf mieszkania spółdzielcze z PRL-u.

Swoboda działania

Własny kąt oznacza dla dziecka swobodę działania i wolność w dysponowaniu należącą do niego przestrzenią. Kiedy rozkłada ono zabawki, czy książki w swoim pokoju, zaznacza w ten sposób swoje terytorium. Urządza je na swój wizerunek, na ogół zresztą bez większego problemu odnajduje tam to, czego szuka. Sami dobrze to znacie: klocki Lego na środku, obok ostatnio kupione komiksy, blok do rysowania i wysypane z pudełka kredki, dwie czy trzy gry wyjęte z pudełek, plastikowi rycerze czy piraci, trąbka i piłka, aż trudno wejść od pokoju. (Obraz pokoju Jaśka, bo ostatniej wizycie kolegi. Na szczęście potem wszystko sprzątnęli, bo odbyły się wyścigi, kto szybciej i więcej rzeczy odłoży na swoje miejsce.) I oczywiście, gdybyśmy nie interweniowali, pozostałoby to tak, nie wiadomo jak długo… A co ze sprzątaniem? Przecież nie możemy tolerować takiego bałaganu! – odpowie większość rodziców. To prawda, nie możemy (choć czasem niestety musimy).

Pamiętam, jak kiedyś prosiłam Jaśka, żeby sprzątnął (trochę) pokój przed kolacją (rytuał się powtarza), usłyszałam niewinne pytanie: „A jeśli mi to odpowiada? Jeśli dla mnie to jest właśnie porządek, to co wtedy?”

Czyli im większy pokój czy własna przestrzeń, tym większa odpowiedzialność. Może by tak zaproponować Jaśkowi taką umowę: zachowuje swój pokój pod warunkiem, że podpisze cyrograf o sprzątaniu. Jeśli nie, zabieramy mu polowe (powinien się ucieszyć, bo mniej do sprzątania). I jakby ktoś powiedział: oddajemy biednym dzieciom, albo wysyłamy na inny kontynent. Do rozpatrzenia.

 Do wszystkiego się dorasta (podobno)

No właśnie, co wtedy? Wszystko zależy od wieku. Zanim dziecko nie skończy czterech lat, na nic się zda proszenie go o sprzątnięcie swoich rzeczy. Jeszcze do tego nie dorosło, każdy wiek ma swoje przywileje. Co wcale nie znaczy, że nie może zrozumieć konceptu sprzątania. Podobnie jak dziecko kładzie się wieczorem spać, tak samo zabawki mają do spania swoje miejsce, na które należy je odłożyć. Żeby spędziły przyjemną noc, podobnie jak my. Dlaczego nie użyć idei antropomorfizacji zmęczonych całym dniem zabawy zabawek? W tym wieku dzieci są jeszcze w stanie współczuć zabawce, niedługo niestety okaże się to nie do pomyślenia.

Do sześcioletniego Jaśka wciąż to przemawia. Na przykład wszystkie miśki mają być w łóżku, żeby im nie było smutno. Doskonale go rozumiem, sama tak miałam, jak byłam młodsza. (Tak naprawdę to nadal tak mam, ale prawie nikt o tym nie wie.)

Hierarchia przedmiotów w oczach dziecka

Dopiero później, około siedmiu czy ośmiu lat, dziecko zacznie samo sprzątać swoje rzeczy. (To znaczy na ogół, albo przynajmniej jest do tego zdolne:)). Oczywiście nie wszystkie od razu, ale po kolei, w zależności od tego, jaką wagę przywiązuje do danych przedmiotów. Możliwe, że najpierw zajmie się rzeczami związanymi ze szkołą, albo tym, czym właśnie się pasjonuje (u nas są to karty Pokemon). Im ważniejszy wydaje się dziecku przedmiot, tym wcześniej przyzwyczai się do odkładania go na miejsce.

Hurrra! Oznacza to dla nas, że już niedługo Jasiek zacznie sprzątać sam z siebie. A jako że na ogół najwięcej się bawi swoimi ulubionymi aktualnie zabawkami, będzie wszystko sprzątał. Podpisano: Matka Optymistka.

A może by tak sprzątnąć razem z nim, jeśli dziecko wciąż nie chce sprzątać? (Zadajmy sobie również pytanie, dlaczego dziecko nie chce sprzątać i poszukajmy wspólnie odpowiedzi. Czasami odkryjemy dość ciekawe i pouczające powody. Nie chce sprzątać, bo mu bałagan nie przeszkadza, cf powyższa odpowiedź Jaśka.) W takim wypadku współpraca może okazać się bardzo skuteczna.

U nas współpraca zawsze działa. Jasiek zdolny jest do zrobienia wszystkiego, jeśli ktoś inny będzie to z nim robił. Czasem sobie mówię, że jest to jednak jakiś plus. (Każdy pociesza się, jak może.)

 Użyteczność porządku

Możemy także pokazać lub wytłumaczyć dziecku, do czego „służy” porządek. Nie tylko ułatwia nam życie, kiedy czegoś potrzebujemy, ale także dzięki niemu nie ryzykujemy, że zgubimy coś, na czym nam zależy. Zróbmy małe doświadczenie: w bałaganie „zgubmy” przedmiot, na którym dziecku zależy. Następnie zaproponujmy mu, żeby jak najszybciej go odnalazło. Powtórzmy to samo w sprzątniętym pokoju. Dla wielu dzieci demonstracja okaże się skuteczna, szczególnie, jeśli użyjemy ich ulubionej zabawki. My próbowaliśmy z kowbojem Playmobile, którego właśnie kupiliśmy na wyprzedaży garażowej. Przez kolejne kilka dni Jasiek bez sprzeciwu porządkował swoje zabawki.

Potem zapał jakoś opadł. Pewnie zapomniał. Albo kowboj stracił na wartości w oczach Jaśka.

Każdy ma swój własny porządek

Uważajmy jedynie, żeby nie narzucać dzieciom naszej metody sprzątania. Nasz sposób układania wcale nie jest lepszy od innych, tylko dlatego, że jest nasz. Pozwólmy im zadecydować  (my próbujemy), jak chcą zorganizować porządkowanie własnego pokoju. Dotyczy to przecież ich własnej przestrzeni, w której mają czuć się u siebie. Jednocześnie strzeżmy się przed przekazaniem dzieciom maniactwa sprzątania. Okaże się ono uciążliwe nie tylko w codziennym życiu (jak każda mania czy obsesja), ale i w relacjach z innymi osobami.

Moja metoda na porządek w pokoju Jaśka jest prosta: wszystko do pudełek. (Każde pudełko do czego innego, żeby można się było w nich odnaleźć, czyli tematycznie.) Na razie jakoś chyba mu to odpowiada. To znaczy odpowiada na tyle, na ile nie musi się głowić, gdzie co wsadzić.

 Przyjemne chwile?

Każde dziecko naśladuje swoje najbliższe otoczenie. Jeśli pragniemy nakłonić je do sprzątania, dajmy mu przykład. Pozytywny przykład, który pokaże, że sprzątanie nie jest nieprzyjemnym obowiązkiem, na który, podobnie jak dziecko wcale nie mamy ochoty. Wprost przeciwnie. Sprzątanie może być zabawą, na przykład przy muzyce, może też być wyścigiem i momentem do żartów i wygłupów, szczególnie z dziećmi.

Czy ktoś z Was kiedyś tańczył, odkurzając mieszkanie? Wyznam Wam, że nie tylko uprzyjemnia to zajęcie, ale także zastępuje sobotnią gimnastykę:). Polecam.

 

Czy i Wy macie trudności z zachęceniem dzieci do sprzątania? I co wtedy robicie? Z jakim skutkiem? Jeżeli mielibyście ochotę podzielić się z nami Waszymi refleksjami na ten temat, serdecznie Was do tego zapraszam, poniżej w komentarzach artykułu