Jakiś czas temu postanowiliśmy zastąpić przymus przez współpracę. Dlaczego? Żeby obowiązki nie były już więcej postrzegane przez Jaśka jako coś nieprzyjemnego, ale raczej jako mile spędzony czas. Bez awantur, obrażania się, płaczu… Naszym celem było skłonienie Jaśka do robienia tego, o co go prosimy. Jak nam to wychodzi? Oto przykłady strategii, które rozwijamy, żeby osiągnąć zamierzony cel. W ten sposób powoli współpraca zastępuje przymus w naszej relacji z Jaśkiem.

Sprzątanie zabawek

Jedną z najczęstszych trudności, z którymi się spotykaliśmy jest skłonienie Jaśka do sprzątania. Dotyczy to zarówno jego pokoju, jak i zabawek porozrzucanych w jadalni. Ile awantur przeżyliśmy w związku z leżącymi wszędzie samochodami, ludzikami i książkami!  Mimo naszych nalegań, Jasiek na ogół albo ignorował prośby, albo odpowiadał, że nie będzie sprzątać. Dlaczego? Dlatego, że nie. Bo nie ma ochoty. I już. Jedynym rozwiązaniem mogłyby były okazać się groźby, ale do tego nie chcieliśmy się uciekać. Po dłuższej refleksji jednak i kilku lekturom, zaczęliśmy stosować dwa rodzaje zabiegów, które okazały się skuteczne.

.

Wyzwania

Dzieci lubią wyzwania. Dzięki nim udowadniają sobie (i innym) swoje możliwości, co wzmacnia ich poczucie własnej wartości. Sport, wyścigi, kompetycje, zmaganie się z trudnościami… Jeśli jest za łatwo, to nie jest ciekawie. Jasiek, jako chłopiec, który często (z przyjemnością) rywalizuje z kolegami, nie odmówi rzuconego mu przez rodziców wyzwania. Dlatego też sprzątanie zabawek, książek, ubieranie się czy mycie, traktujemy jako różnego rodzaju wyzwania. Kto pierwszy się ubierze? Kto zbierze więcej książek i odstawi je na półkę? Czyja piżama szybciej znajdzie się pod poduszką? Kto kogo wyprzedzi w zakładaniu butów? Jasiek rzuca się w wir zabawy i na ogół wygrywa (także dlatego, że dajemy mu wygrać). A więc sukces! W dodatku jest to szybkie i przyjemne, bo dużo z tym śmiechu. Niektórzy rodzice używają do tego stopera (czasomierza): czy uda ci się pozbierać wszystkie samochody zanim nie włączy się alarm? Czy wolisz zmierzyć się z jedną minutą, czy dwoma? Polecam obydwie metody, w zależności od osobowości dziecka i tego, co bardziej je ekscytuje.

Razem zawsze raźniej

Inna możliwością, do której także często się uciekamy, jest pomaganie sobie wzajemnie. Sprowadza się to do podziału pracy: kto co robi. Ostatnio w ten sposób sprzątaliśmy układane wcześniej puzzle. Kiedy skończyła się zabawa, z miny Jaśka wywnioskowałam, że sam raczej ich nie sprzątnie. (To prawda, że było ich dość dużo). Zaproponowałam mu pomoc: razem raźniej. Jego zadaniem było sprzątnięcie puzzli odwróconych do góry obrazkami, a moim puzzli bez obrazków. Poszło nam dość sprawnie. Lubię tę metodę, bo polega na prawdziwej współpracy i działaniu w ekipie (w rodzinie). Poza tym, dziecko nie tylko widzi, że mu pomagamy, co potwierdza, że może na nas liczyć, ale także dostaje przykład do naśladowania: pomaganie innym.

Mam też zawsze w zanadrzu jej dwa warianty. Pierwszy to pozwolić Jaśkowi wybrać, które elementy on sprząta, a które ja. Drugi, to wyścig podczas wykonywania zadania: kto pierwszy wykona swoją część?

Współpraca zastępuje u nas przymus

Oczywiście nie znaczy to, że konflikty całkowicie zniknęły. Ale ogranicza to w dużym stopniu ilość okazji, w których mogą się one pojawić. Coraz częściej, współpraca zastępuje u nas przymus. Tym bardziej, że Jasiek przyzwyczaił się do takiego sposobu działania. Pomału sprzątanie przestaje kojarzyć mu się z nieprzyjemnym obowiązkiem, a zaczyna z zabawą. Może nie jest to moment dnia, na który czeka z niecierpliwością, ale przynajmniej bez większego sprzeciwu wykonuje to, o co go prosimy. Nawet jeśli zmusza nas to do uczestniczenia w zajęciu. Zresztą tym lepiej, bo wtedy wspólnie spędzamy czas, a tego nigdy nie jest za dużo. Zawsze dobrze nam to robi. Dlaczego? Zapraszam do lektury: „Piętnaście minut dziennie tylko dla dziecka”.