Chciałabym podzielić się z Wami wydarzeniem, które przedstawia, jak niebezpieczne dla dziecka może okazać się negatywne określenie. W tym roku po raz pierwszy pojechaliśmy z pięcioletnim Jaśkiem na narty. Jasiek był bardzo podekscytowany nową przygodą, podobała mu się i jazda na nartach, i miły instruktor. Ale trzeciego dnia, mina Jaśka jakoś zmarkotniała. Okazało się, że instruktor powiedział mu, że ma problemy z równowagą i dlatego często upada. Z tego też powodu, Jasiek (i dwóch innych chłopców z grupy) nie wjechali wyciągiem na górę, tylko zostali na dole. Przez ponad godzinę bawili się sami na śniegu. W tym samym czasie, trzy czwarte grupy ćwiczyło zjeżdżanie trasą.

Ocena przez instruktora

Kiedy więc go odebrałam po zajęciach w szkole narciarskiej, Jasiek oznajmił, że nie chce więcej jeździć. Stwierdził, że nie nauczy się jeździć, bo ma problemy z równowagą. „Jakie problemy?" – zapytałam. Jasiek nigdy nie miał problemów z równowagą, ale pan instruktor tak mu powiedział. W ten sposób to stało się dla niego prawdą. Zgodził się jednak wjechać ze mną wyciągiem, a następnie zjechać na sam dół, z moją pomocą.

Magiczny obrazek

Na szczęście Jasiek tak się łatwo nie poddaje i po południu poszliśmy na narty, żeby poćwiczył. Pokazał nam, jak jeździ plugiem, upadł raz, czy dwa, jak każdy, kto dopiero uczy się jeździć. Narysował także siebie na nartach. Był to obrazek o magicznej mocy, dzięki któremu miał śmigać, jak prawdziwy narciarz. Wieczorem sam przyznał, że zrobił z nami duże postępy i, że jeśli instruktor się zgodzi, wjedzie wyciągiem razem z resztą grupy.

Następnego dnia obiecałam mu, że wyjaśnię instruktorowi, że się pomylił i że Jasiek nie ma problemów z równowagą. Jasiek pokazał mu także magiczny obrazek. Pomimo, że trochę obawiał się zjazdu z góry i możliwości upadku, razem z grupą wjechał wyciągiem, dwa czy trzy razy, jak to było zaplanowane. Zjechał jak inne dzieci, bez szczególnych upadków.

Pochwały

Pod koniec tygodnia instruktor pogratulował Jaśkowi dużych postępów w jeździe na nartach. O żadnych problemach z równowagą nie było już mowy. Jasiek znalazł się wśród dzieci z grupy, które najlepiej radziły sobie na nartach. Ostatniego dnia jeździliśmy razem przez całe popołudnie. Oświadczył nawet, że chciałby zostać zawodowym narciarzem. A przecież niewiele brakowało, a uwierzyłby, że ma problemy z równowagą i że nigdy nie nauczy się dobrze jeździć. Fakt, że instruktor, który stał się dla Jaśka autorytetem w kwestii nart, powiedział, że źle jeździ, sprawił, że chłopiec uwierzył w to, co wcale nie było prawdą. Przekonany, że ma problemy z równowagą, upadał częściej niż powinien, jakby sugerując się jego opinią. (Zapraszam do lektury artykułu o etykietkach.)

Jaki z tego morał? Negatywne określenie może wyrządzić wiele szkód. Dlatego nigdy nie należy ich używać, jeśli nie chcemy podważyć wiary we własne siły i przekonania o własnej wartości drugiej osoby. Szczególnie w stosunku do dziecka. 

Jeśli artykuł Was zainteresował, dajcie mi znać w komentarzach, będzie mi bardzo miło. Pozdrawiam serdecznie!